loader image

Wojna w Śremie oczami Olka

Share on facebook
Share on twitter
Share on pocket

Bystry chłopak zawsze zobaczy więcej, niż inni. We wrześniu 1939 roku ośmioletni mieszkaniec Śremu stał się mimowolnym świadkiem początku wojny i terroru. Niemieckie bombardowanie, potem dwie egzekucje i brutalne nowe porządki. Opowiada o nich, jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj.

Fot. Egzekucja 15 Polaków w Kórniku, 20 października 1939. Bundesarchiv.

W 1938 r. Aleksander Śmigielski zaczął uczęszczać do szkoły powszechnej przy ul. Szkolnej w Śremie. Dobrze zapamiętał więc początki wojny, widziane ze śremskiej perspektywy. W tym powiatowym mieście sytuacja zmieniała się wtedy jak w kalejdoskopie.
Śmigielski zapamiętał nalot trzech niemieckich samolotów na Śrem. I bomby, które spadły na park miejski. A także egzekucję dywersantów niemieckich z Leszna, którzy w pierwszych dniach wojny strzelali z okien domów do Wojska Polskiego w tym nadgranicznym mieście z dużą niemiecką mniejszością. – Dywersantów przywieziono do Śremu na furmankach. Tutaj sąd polowy wymierzył im karę śmierci, było ich chyba z dziewięciu. Gen. Abraham zamienił karę śmierci najstarszemu i najmłodszemu na 10 lat ciężkich robót. Pozostali zostali rozstrzelani przed wałem przeciwpowodziowym na wysokości wsi Zbrudzewo – opowiada.
Dywersantów pochowano w trumnach, które następnie wydobyli z ziemi żołnierze Wehrmachtu, którzy weszli do Śremu. Przykryte chorągwiami ze swastyką, pojechały na platformie konnej na cmentarz ewangelicki. Mały Olek widział niemieckie wojsko, asystujące przy tym ponownym, teraz odświętnym pochówku. W pamięć chłopca wbiły się lśniące czystością buty żołnierzy („Buty mieli wyświecone!”). Trumny zostały wydane rodzinom rozstrzelanych.
Śmigielski widział pierwszego niemieckiego żołnierza na rynku w Śremie. A potem pluton egzekucyjny, wsparty kompanią niemieckich żołnierzy z koszar w Śremie. Widział też Polaków, prowadzonych 20 października 1939 roku na pseudo-sąd, zlokalizowany w ratuszu. Niemcy wyznaczyli do odwetowej egzekucji 19 Polaków, w większości byłych powstańców wielkopolskich. Mały Olek znał wielu z nich, m.in. adwokata Hieronima Dąbrowskiego, swojego sąsiada. Niemiecki policjant nie pozwolił mu obserwować moment rozstrzelania zakładników przez Einsatzkommando nr 14. Słyszał jednak z oddali dwie salwy plutonu egzekucyjnego. Potem na bruku rynku zobaczył resztki ludzkiego mózgu i sporo krwi.
Zapamiętał też początki okupacyjnego terroru. Obowiązek skłaniania się i czapkowania Niemcom w mundurach, a także niemieckiej młodzieży z Hitlerjugend. Słyszał o Polaku z warsztatu napraw maszyn rolniczych, który oddał pięścią niemieckiemu właścicielowi. Zapłacił za to śmiercią na gilotynie, w więzieniu w Poznaniu na ul. Młyńskiej.
W tym czasie Anna Muszyńska-Kobacka, córka małżeństwa nauczycieli z Poznania, poznała inną brutalną stronę niemieckiej okupacji. 8 grudnia 1939 r. o godz. 1 w nocy Niemcy zaczęli walić kolbami w drzwi ich mieszkania na ul. Reymonta. Wysiedlili ich najpierw do obozu Główna, a potem dalej na wschód. Na wygnaniu zmarł jej ojciec.

Zapraszamy do obejrzenia kolejnych relacji świadków historii, zgromadzonych w dziale Najnowsze.
Dobrego odbioru!

Piotr Bojarski

Subskrybuj aby być na bieżąco