loader image

Trauma wrześniowych ucieczek

Share on facebook
Share on twitter
Share on pocket

Kiedy ich kraj rozpadał się jak domek z kart, bezpieczeństwa dla swoich bliskich szukali w ucieczkach na wschód. Dramatyczne wyprawy Wielkopolan pod bombami trwały do połowy września 1939 roku.

Kolejny wrzesień. Znowu wspominamy tragiczne początki wojny. Dla milionów Polaków to nagłe załamanie się ich świata, ta straszna klęska, która spadła w końcu lata 1939 roku na ich pozornie bezpieczny kraj, musiały być niewyobrażalnym szokiem. Przecież władza zapewniała ich z propagandowych plakatów, że wrogom nie oddamy nawet guzika. Że „gwałt siłą zadany zostanie siłą odparty” – jak zapowiadał marszałek Edward Rydz-Śmigły. Że Polska jest silna i pewna swoich racji, a w sojuszu z potężnymi Francją i Wielką Brytanią pokona rozlewające się po Europie zło spod znaku swastyki. Tymczasem musieli rzucić się do ucieczki.

Ludność cywilna uciekająca przed Niemcami. Fot. IPN

Przepowiednia Marszałka

Nikt w Polsce nie wiedział (może poza garstką dyplomatów), że zło czai się także na wschodzie. Że już na tydzień przed pierwszymi salwami i bombami z niemieckich samolotów losy państw środka Europy zostały brutalnie „rozpisane”. Pakt Ribbentrop-Mołotow już wtedy przekreślił jakiekolwiek szanse Polski na zorganizowanie długotrwałego oporu wobec napastnika z zachodu. I zdecydował – jak się okazało – o jej losie dokładnie na pół wieku.
Zawsze zdumiewa mnie fakt, że doskonale przewidział to u schyłku życia marszałek Piłsudski. Swoim generałom oświadczył, że jeżeli w przyszłości Polska zostanie zaatakowana z dwóch stron przez swoich największych sąsiadów, to „stracimy niepodległość na pół wieku”. Sprawdziło się, niestety, co do roku.
Ryk nurkujących maszyn Luftwaffe, ostrzeliwujących uciekinierów na polskich drogach, wybuchy bomb i walące się domy polskich miast, zerwana komunikacja telefoniczna, chaos i rozgardiasz… A przy tym potężna panika. Tego wszystkiego doświadczyli także – jako młodzi ludzie, w większości dzieci – bohaterowie naszych nagrań. Niemal każde wspomnienie Wielkopolan, wysiedlonych w trakcie okupacji przez Niemców do centralnej Polski, zaczyna się relacją z koszmaru ucieczki na wschód w pierwszych dniach wojny. W wielu rodzinach wytworzyła się wtedy psychoza konieczności ewakuacji. Psychoza o tyle zrozumiała, że w dużej mierze dotyczyła byłych powstańców wielkopolskich i ich bliskich. Bohaterowie z grudnia 1918 roku mieli prawo spodziewać się zemsty…

Mieli być bezpieczni

O wrześniowych ucieczkach opowiada m.in. Marian Kretkowski, którego ojciec – także powstaniec – dotarł we wrześniu 1939 r. wraz z rodziną aż pod Chełm. Widok polskich jeńców, wiezionych przez Niemców na ciężarówkach, był dla nich obu tak wielką traumą, że nawet wiele lat po wojnie wzruszał się, opowiadając tę scenę.
Aleksander Skoracki, syn piekarza z Kościana, na przełomie sierpnia i września 1939 r. przebywał u wujka Sobierajskiego, urzędnika miejskiego we Wrześni. Tam – dalej od granicy – miał być bezpieczny. Ale już 1 września dom wujostwa został zbombardowany. Dziewięcioro zgromadzonych w nim dzieci w ostatniej chwili opuściło budynek, chroniąc się w pobliskim parku. Tu znowu uciekli spod bombardowania. Potem Olek wziął udział w ucieczce na wschód. 17 września 1939 r. na wieść, że ze wschodu zbliża się Armia Czerwona, wrócił z rodzicami do Kościana.
Maria Talaga miała wtedy 2 lata. Nie doświadczyła wrześniowej ucieczki. Była jedną z trzech córek kupca z Wolsztyna (miała też brata). W grudniu 1940 r. niemieccy żołnierze nakazali im o godz. 2 w nocy opuścić dom. Wysiedlono ich do Łodzi, gdzie została poddana badaniu rasowemu. Tam też ciężko zachorowała – i jak sama opowiada – przeżyła cudem, dzięki pomocy… niemieckiego lekarza. Okrutna wojna obfitowała w paradoksy.

Więcej nagrań znajdziecie Państwo w zakładkach Relacje i Najnowsze. Zapraszamy!
Piotr Bojarski

Subskrybuj aby być na bieżąco