loader image

Stadion i emocje. Pochwała sportowego wysiłku

Share on facebook
Share on twitter
Share on pocket

– Nic nie zastąpi tego momentu, kiedy piłkarze wychodzą na murawę, kiedy śpiewają hymn. Nikt nie jest w stanie wytłumaczyć tego komuś, kto tego nie przeżył. To nie jest może jak narkotyk, ale na stadionie mecz odbiera się zupełnie inaczej, niż przed telewizorem – przyznaje Wojciech Dera, wieloletni kibic Lecha Poznań.

Wojciech Dera.

Sport do dyscyplina (ciągle wierzę, że tak jest), która uczy cech tak pożądanych – i deficytowych – w naszym życiu publicznym, jak pokora i szacunek dla przeciwnika (nie wroga). Dobrze wprowadzony w życie młodego człowieka, potrafi zdziałać cuda: dać mu motywację do wysiłku i nauczyć, że tylko konsekwentna, regularna praca przynosi konkretne efekty, mierzone wynikami na bieżni czy boisku.
Wiem co piszę: trenowałem kiedyś siatkówkę i biegi (100 i 200 metrów) i do dziś pamiętam ten posmak emocji, związany ze sprawdzianem formy podczas zawodów czy meczu. Wspomnienie zaciętych pojedynków, toczonych na bieżni stadionu lekkoatletycznego w Rawiczu (tam odbywały się w latach 80. zawody szkół średnich ówczesnego województwa leszczyńskiego) – m.in. z późniejszym olimpijczykiem i mistrzem świata Robertem Maćkowiakiem – pozostanie we mnie na całe życie. Tak jak i wspomnienie bolesnej kontuzji, która kosztowała mnie zresztą dłuższą pauzę.

Jak kibicować z klasą
Sport uczy także umiejętności kibicowania z klasą. Zwraca na to uwagę Wojciech Dera w rozmowie z Poznańskim Archiwum Historii Mówionej. Wspomina w niej m.in. początki zorganizowanego dopingu dla Lecha Poznań. Zrobiono je w 1976 roku – pod patronatem klubu powołano wtedy Klub Kibica. – Na Roboczej, w ZNTK, mieliśmy pierwsze spotkanie. Przyszli piłkarze – opowiada.
Od tamtej pory występom Lecha towarzyszyła zawsze grupa ludzi oficjalnie identyfikujących się ze swoim ukochanym klubem. Wcześniej kibicowanie drużynie w trakcie meczów wyjazdowych wymagało sporo odwagi – i umiejętności kamuflażu. Kibice Lecha jeździli za swoją ekipą indywidualnie, samotnie. W relacji Dery z tych kibicowskich eskapad znajdziemy sporo dreszczyku emocji. – W momencie, kiedy Lech strzelił bramkę, trudno było usiedzieć i nie okazywać radości, choć w Szczecinie czy Warszawie groziło za to manto. Zupełnie inne przeżycia, niż dzisiaj – podsumowuje weteran trybun.

Sportu będzie więcej
Nagraniem wywiadu z Wojciechem Derą otwieramy nowy dział na stronie Poznańskiego Archiwum Historii Mówionej: Sport. Planujemy zamieszczać w nim kolejne wywiady z ludźmi sportu, a przede wszystkim z samymi sportowcami. W Poznaniu i Wielkopolsce żyje wielu herosów mistrzowskich i olimpijskich aren, którzy mają do opowiedzenia fantastyczne historie. Dlatego już jesienią szukajcie na naszej stronie kolejnych rozmów z byłymi sportowcami. Kilku z nich mamy już wpisanych w nasz kalendarz…
Nasze najświeższe nagrania znajdziecie w dziale Najnowsze.
Dobrego odbioru!
Piotr Bojarski

Subskrybuj aby być na bieżąco