loader image

Brutalna reguła i wyjątki

Share on facebook
Share on twitter
Share on pocket

W naszych nagraniach dotyczących II wojny światowej i okupacji w Wielkopolsce co jakiś czas zdarzają się wyjątki: relacje o dobrym, a przynajmniej bardziej ludzkim Niemcu czy Niemce. Nie unieważnia to w żaden sposób potwornej skali przestępstw i zbrodni okupanta – ale pokazuje, że nawet w tak trudnych czasach niektórzy przedstawiciele „rasy panów” potrafili zachować się przyzwoicie.

Zimą z 1939 na 1940 rok 10-letni wówczas Józef Szofer został wysiedlony z rodzinnego Wytomyśla i przewieziony z rodziną w towarowych wagonach do Częstochowy. Dzięki mieszkańcom Częstochowy został nakarmiony, a potem – również dzięki wsparciu życzliwych ludzi – otrzymali pokój przy Alei Wolności 28.
Żyli biednie, panował głód. Z doraźnie utworzonej w Częstochowie pomocy wysiedleni otrzymywali litr zupy i kromkę chleba na osobę. A Józek chodził dodatkowo z garnkiem do niemieckich koszar, prosząc o chleb i jedzenie. – I trzeba przyznać, że zawsze coś tam mi dali – opowiada. Raz nawet porozmawiał z nim niemiecki generał, a jego polska gosposia dała chłopcu sporo pożywienia. Ot, takie wyjątki.

Zdecydował wartownik

Henryka Maciejewska, córka właściciela majątku w Kłodzisku, wysiedlona przez Niemców do Jędrzejowa w Kieleckiem, mogła trafić gorzej. Ale podczas selekcji, dokonanej w więzieniu we Wronkach, w ostatniej chwili została wyłączona z grupy przeznaczonej do pracy przymusowej w głębi Niemiec. Zdecydował o tym jeden z niemieckich wartowników. Kluczowe okazało się ziemiańskie pochodzenie Henryki.
Ani jednak Józek, ani Henryka nie mieli złudzeń co do zamiarów niemieckich okupantów. Oboje zetknęli się bowiem z Żydami i ich tragicznym losem. Józef o mały włos nie został włączony do transportu Żydów z Żarek, wiezionych do Radomia na śmierć. – Zdawałem sobie sprawę, że oni jadą „na mydło”. Że będą zabici. Tak mówili wtedy ludzie – wspomina.

Wśród ortodoksyjnych Żydów

Henryka z rodziną została dokwaterowana w Jędrzejowie do ortodoksyjnych Żydów w chałatach i jarmułkach. Po raz pierwszy poznała ich świat, jakże odmienny od życia polskiej, zwykle katolickiej rodziny. I choć później dzięki pomocy miejscowych ziemian (Biernackich) zamieszkała w miejscowości Cierno pod Jędrzejowem, musiała doskonale zdawać sobie sprawę, jaki los spotkał jej byłych współmieszkańców wyznania mojżeszowego, kiedy ich z kolei wysiedlono – na śmierć.

Zapraszamy do słuchania naszych nagrań w zakładkach Najnowsze oraz Relacje.
Dobrego odbioru.

Piotr Bojarski

Subskrybuj aby być na bieżąco