Henryk Golimowski

Henryk Golimowski

Henryk Golimowski

Urodzony: 1924 r.

Zmarł: 2016 r.

  • Data realizacji wywiadu: 1999 r.
  • Autor: Jan Kurek

Urodzony w 1924 r. Henryk Golimowski był elektrykiem, pracującym w trakcie okupacji m.in. w porcie rzecznym nad Wartą. W 1942 roku miał 18 lat, zatrudniony był w firmie elektrotechniczej O. E. Duerst. Był przyuczonym pomocnikiem. W styczniu 1942 r. Golimowski razem z kolegą Henrykiem Zielazkiem został skierowany do portu rzecznego, aby tam w jednym z magazynów na nadbrzeżu Warty wykonać instalację elektryczną. Wtedy zgłosili się do nich członkowie konspiracyjnego Lotnego Oddziału Dywersji Bojowej. Wciągnęli ich do przygotowań do akcji „Bollwerk” (niem. Bastion) – polegającej na podpaleniu niemieckich magazynów wojskowych.

Lotny Oddział Dywersji Bojowej stworzył sierżant Michał Garczyk – pseudonim „Kuba”. Jego oddział Związkowi Odwetu, jednostce dywersyjnej Związku Walki Zbrojnej. Ludzie "Kuby" zajmowali się sabotażem w całym Kraju Warty. Sam Garczyk, elektryk w firmie Siemens, poruszał się po Kraju Warty w kolejarskim mundurze i wielokrotnie udało mu się uszkodzić transporty jadące na front.

Przygotowania do akcji w porcie ruszyły na początku 1942 r. "Kuba" zorganizował 20-osobową grupę, w której skład weszli m.in. członkowie chwaliszewskiej grupy „Ślepego Antka” (Antoniego Gąsiorowskiego), w tym pracownicy portu, m.in. brat Antka Władysław oraz Władysław Laube. Ten ostatni pracował przy ochronie portu.

Na początku lutego 1942 r. konspiratorzy zwerbowali Henryka Golimowskiego. Ludzie "Kuby" poprosili go wtedy, aby połączył druty w taki sposób, żeby prąd popłynął również do piecyka elektrycznego w baraku firmy Posener Gummiwerke, w którym miał wybuchnąć pożar.

Akcja o kryptonimie "Bollwerk" rozpoczęła się w piątek 20 lutego 1942 r. późnym wieczorem. Wartownik z grupy Antka wpuścił konspiratorów za ogrodzenie portu. "Kuba", który dowodził akcją, rozprowadził po terenie jedenastu członków AK i czterech kumpli Antka. W piecyku - tak jak zaplanowano - nastąpiło zwarcie instalacji elektrycznej i zapłon. Niezależnie od tego pożar w magazynach wzniecił też „Ślepy Antek” za pomocą nasączonych benzyną lontów skręconych ze słomy - chodziło o to, by po pożarze Niemcy nie odkryli prawdziwych źródeł ognia.

Drewniane baraki zajęły się błyskawicznie, a potem pożar objął magazyny firm Hartwig, Mewes i Posener Gummiwerke. Z dymem poszło kilka ton żywności, kilka tysięcy opon, buty i ciężka odzież dla co najmniej jednej dywizji. Niemcy oszacowali straty na 1,5 mln marek, zdaniem polskich historyków były wyższe.

Kilka dni później z Berlina przyjechała do Poznania ekipa techników śledczych, która - tak jak liczyli konspiratorzy - ustaliła, że przyczyną pożaru było zwarcie w instalacji elektrycznej w piecyku. Poznańscy gestapowcy sceptycznie podeszli jednak do ustaleń berlińskiej komisji. Gestapo powołało własny zespół do wyjaśnienia przyczyn pożaru, a na miasto wysłało konfidentów. W kwietniu 1942 r. gestapo trafiło na trop Związku Odwetu. W ręce Niemców wpadli najważniejsi ludzie z tej organizacji, a wkrótce także uczestnicy operacji "Bollwerk".

W czerwcu gestapo ujęło „Ślepego Antka” – zginął w trakcie bestialskiego przesłuchania. Sierżant Garczyk 16 listopada 1943 r. wraz z trzynastoma innymi uczestnikami akcji "Bollwerk" został skazany na śmierć. Miesiąc później stracono go w więzieniu na Młyńskiej. Niemcy powiesili tam również brata Antka, Władysława, oraz jego siostrzeńca Henryka Kwiatkowskiego.

Henryk Golimowski szczęśliwie uniknął odpowiedzialności. Po wojnie długoletni trener i działacz tenisowy, harcmistrz „Poznańskiej Piątki" im. Księcia Józefa Poniatowskiego, wieloletni dyrektor PUR Reklama w Poznaniu. Zmarł 28 września 2016 r.

Wspomnienia Henryka Golimowskiego